Szansa na cud.

Tak sobie dziś myślę, że w życiu właśnie chodzi o upadki.
Tak…. jestem przekonana, że to właśnie o nie chodzi.
O całą stertę siniaków, wylanych łez i nieprzespanych nocy.
I w konsekwencji o to, co człowiek z tym wszystkim zrobi.
Bo można tak przeleżeć całe życie i upijać się nim na smutno.
Żałować, tęsknić, nie doceniać….
Można uderzać głową w ścianę tak długo, aż zabraknie sił….
A życie i tak przeminie.
Prędzej czy później zegar zatrzyma się, a powieki opadną zmęczone.
I nikt z nas nie wie, kiedy to nastąpi.
Bo młodość nie jest już żadną gwarancją.
Nie ma już takich obietnic.
Dziś nikt już ich nie składa.
Trzeba wiele razy upaść, wiele razy stracić i zapłakać, żeby zrozumieć….
Trzeba to poczuć, by coś się zmieniło.
Nie sądziłam, że kiedyś będę tu, gdzie teraz jestem.
Nie sądziłam, że po tylu upadkach,…
Mając tyle ran….
Będę jeszcze potrafiła tak cieszyć się życiem jak dziś.
Nie sądziłam, że moja siła może być taka ,,twarda”.
Bo coś się kończy, a coś zaczyna.
Bo ktoś odchodzi, a przychodzi ktoś nowy.
Bo jest tak, jak ma być.
I głęboko wierze w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Że każde małe ,,coś” jest z jakiegoś powodu.
I tylko od nas zależy, co z tym zrobimy.
Wobec szansy jaką daje życie, obojętnie może przejść każdy.
Nie każdy jednak zechce się nad nią pochylić.
I ja też wielokrotnie przechodziłam obojętnie..
A dziś już wiem, że życie cudem jest.
I ja nim jestem.
Mam magiczne życie i magiczną jego historię.
Spotkałam wspaniałych ludzi… tak niby zupełnie przypadkiem…
Ale ja nie wierze w przypadki.
Wierzę w szczęście.
Wierze w to, że każdy dzień jest wyjątkowy.
I wierzę w to, że będzie jeszcze piękniej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.