Stać się lepszą wersją siebie.
Podnosić głowę z poduszki o poranku i cieszyć się każdą chwilą.
Zapomnieć o tym co złe, okrutne, krzywdzące.
Uczyć się na błędach, albo nigdy ich nie popełniać.
Upadek traktować, jako lekcję.
I przewracać się dopóki mądrość i umiejętność życia nie zawładnie sercem.
Płakać by oczyścić duszę i uśmiechać się by ładować w siebie dobrą energię.
Zapomnieć o byciu małym i wyskoczyć ku górze.
Przyciągać i przytulać dobro, a odstraszać to, co czyni nas smutnym.
Budować mądre, karmiące relację i wyzbywać się tego, co zatruwa od środka.
Być, czuć i kochać.
Tańczyć w deszczu i pluskać się w promieniach słońca.
Pielęgnować rzeczy dobre i takie, które budują.
Wzrastać w mądrości.
Dzielić się sobą i mnożyć szczęście.
Być zawsze ,,tu i teraz”.
Być zawsze blisko siebie i w zgodzie ze swoim wewnętrznym Ja.
Mieć przyjaciół i ludzi życzliwych.
Być sobą i czuć się sobą.
Akceptować swoją duszę, serce i ciało.
Pracować nad słabością
I doskonalić to, co piękne.
Chwytać chwile
Dziękować za rzeczy dobre,
Żałować złego,
Przepraszać za przykrość i krzywdę.
Żyć lepiej,
Jeszcze lepiej,
Najlepiej.
Żyć z głębi serca,
Szczęśliwie.
Być dobrym człowiekiem!
Wyjątkowym,
Niepowtarzalnym….

Tak sobie dziś myślę, że w życiu właśnie chodzi o upadki.
Tak…. jestem przekonana, że to właśnie o nie chodzi.
O całą stertę siniaków, wylanych łez i nieprzespanych nocy.
I w konsekwencji o to, co człowiek z tym wszystkim zrobi.
Bo można tak przeleżeć całe życie i upijać się nim na smutno.
Żałować, tęsknić, nie doceniać….
Można uderzać głową w ścianę tak długo, aż zabraknie sił….
A życie i tak przeminie.
Prędzej czy później zegar zatrzyma się, a powieki opadną zmęczone.
I nikt z nas nie wie, kiedy to nastąpi.
Bo młodość nie jest już żadną gwarancją.
Nie ma już takich obietnic.
Dziś nikt już ich nie składa.
Trzeba wiele razy upaść, wiele razy stracić i zapłakać, żeby zrozumieć….
Trzeba to poczuć, by coś się zmieniło.
Nie sądziłam, że kiedyś będę tu, gdzie teraz jestem.
Nie sądziłam, że po tylu upadkach,…
Mając tyle ran….
Będę jeszcze potrafiła tak cieszyć się życiem jak dziś.
Nie sądziłam, że moja siła może być taka ,,twarda”.
Bo coś się kończy, a coś zaczyna.
Bo ktoś odchodzi, a przychodzi ktoś nowy.
Bo jest tak, jak ma być.
I głęboko wierze w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Że każde małe ,,coś” jest z jakiegoś powodu.
I tylko od nas zależy, co z tym zrobimy.
Wobec szansy jaką daje życie, obojętnie może przejść każdy.
Nie każdy jednak zechce się nad nią pochylić.
I ja też wielokrotnie przechodziłam obojętnie..
A dziś już wiem, że życie cudem jest.
I ja nim jestem.
Mam magiczne życie i magiczną jego historię.
Spotkałam wspaniałych ludzi… tak niby zupełnie przypadkiem…
Ale ja nie wierze w przypadki.
Wierzę w szczęście.
Wierze w to, że każdy dzień jest wyjątkowy.
I wierzę w to, że będzie jeszcze piękniej!

Wieczorową porą,
kiedy świat układa się do snu…
Na samym dnie serca, budzą się pragnienia.
Zmęczone ciało, w pachnącej pościeli,
unosi się nad mętlikiem myśli,
snując wizję zbliżającego się jutra.
Zamknięte powieki, czują lekkość nowych planów i postanowień.
Długi sen, pozwoli zmierzyć się z chłodnym porankiem,

który stanowczo rozda swoje karty.
Pełna wiosennej świeżości, 
chwycę w dłonie swoje ,,dziś”,
by wypełnić szczęściem, każde ,,tu i teraz” tego dnia.

 

Majowy deszcz rozmył złudzenia,
patykiem rysowane na piasku.
Wilgoć, unosząca się w powietrzu,
wyjątkowo pobudzała do zmian,
lekko orzeźwiając umysł.
Stęsknionemu sercu,
brakowało przyjemnego ciepła.
Czas płynął powoli…,
lecz myśli, ścigały się na autostradzie marzeń.
Lęk przed niespełnieniem paraliżował,
okrutnie odbierając nadzieję.
Potrzebny był malutki promyk słońca,
który bardzo delikatnie, wymalowałby barwną tęczę.
Przewracając kartki kalendarza – lekki wiatr,
przeganiał ciemne chmury.
Nowy dzień, przyniósł szansę…,
jaśniejącemu niebu tęsknot.